wtorek, 23 grudnia 2014

Czarna słodycz - prezent świąteczny! I coś jeszcze.

Ostatnio miałam przyjemność szyć gorset typu underbust w całości z jednej z moich ulubionych tkanin. Wierzchnia warstwa jest dodatkowo usztywniona fizeliną. Posiada waist tape, usztywniony panel na plecy, panel pod buskiem i woreczek do przetrzymywania gorsetu do kompletu.

Odpowiednie przechowywanie i konserwowanie gorsetu to bardzo istotna sprawa. Ponieważ tej części garderoby pod żadnym pozorem nie można prać w pralce (!!!), ani też moczyć całego piorąc ręcznie (chyba, że jest to już sytuacja kryzysowa). Kurz z gorsetu czyści się bardzo ciężko, najlepiej robić to wilgotną ściereczką i przechowywać go w materiałowym woreczku. Nie zaleca się trzymania gorsetu w wilgotnych miejscach. Nie można też przechowywać go w foliowej reklamówce - gorset musi oddychać.
Taki woreczek-etui chroni też nasz gorset przed światłem (zdarza się, że materiał może wyblaknąć), zaciągnięciami, podarciem delikatnego materiału, czy też wszelkich innych fizycznych uszkodzeń, jak na przykład ochlapanie substancją zostawiającą ślady ciężkie do ręcznego uprania.
Gorset można również co jakiś czas oddać do pralni, by został odświeżony, wyprany na sucho, czy też innymi chemicznymi sposobami.

Gorset, który zrobiłam został uszyty dla dziewczyny, z którą mam bardzo dobry kontakt w ramach rekompensaty za gorset-sample kupiony jakiś czas temu. Bardzo śpieszyłam się z uszyciem tego cuda, by zdążyć na Święta - miał to być swego rodzaju prezent ode mnie :)
Ponieważ wymiary klientki różnią się tylko nieznacznie od moich własnych i wyraziła ona zgodę na to, bym mogła go przymierzyć (chciała też zobaczyć, jak gorsecik prezentuje się na żywej osobie).






Usztywniony jest metalowymi spiralnymi fiszbinami, przy wiązaniu - plastikowe płaskie fiszbiny.



Gorset nie jest zawiązany do końca - to również bardzo ważne, by gorset i ciało dopasowywać do siebie powoli i stopniowo, w innym wypadku ściskając się na siłę mogą popękać szwy, lub można powyrywać oczka.




Gorset nie został do końca zawiązany poprawnie. Istotną rzeczą w wiązaniu gorsetu jest to, by wiązanie układało się równolegle, nie powinno odginać się w sposób taki: ) ( , lub taki: ( ). Tutaj widać, że góra nie jest zawiązana równolegle. Zbyt śpieszyłam się przy wiązaniu i robiłam to bez lustra - moja wina.
Przyczyną takiego wiązania w momencie, gdy nie jesteśmy w stanie zawiązać się prosto jest źle dobrany (jeśli gorset jest kupny), lub źle skrojony gorset (jeśli szyłyśmy same, lub szył go ktoś dla nas).
Skutkami takiego wiązania mogą być pękające szwy, ból, odginanie się fiszbin.











Mimo, że sama nie noszę gorsetów na co dzień, to ten wzór pokochałam tak bardzo, że gdy znajdę odrobinę wolnego czasu (czyli nie będę szyła nic na zamówienie, lub historycznych ubrań, które mają pierwszeństwo przed wszystkimi zwykłymi, współczesnymi rzeczami) to drugi taki gorsecik będzie już dla mnie :)





Widoczny panel na plecy i pod buskiem. Panel z przodu, znajdujący się pod bryklą (polska nazwa busku - w środowisku kostiumowym jest ona bardziej popularna, jednak w środowisku gorseciar mało znana :)) chroni nasze ciało przez nieprzyjemnym przyszczypnięciem skóry podczas zapinania, a także spełnia funkcję estetyczną - gdy pod gorsetem mamy ubranie w innym kolorze nic nam nie będzie prześwitywało, czy wystawało między zapięciem.





Gorset ma 22 cale (ok. 56cm) - jest to standardowa i powszechnie używana na całym świecie rozmiarówka gorsetów. Rozmiar gorsetu podawany jest w calach - jest to miara talii po całkowitym zasznurowaniu. Obok cali zazwyczaj powinno się podawać pozostałe wymiary - długość przodu, boku, tyłu, obwód w biodrach, pod biustem i jeśli jest to overbust, czy midbust, to dodatkowo obwód w biuście. Choć wiele sklepów stosuje swoją własną rozmiarówkę zawsze należy zwracać uwagę na WSZYSTKIE podane wymiary.




W moich gorsetach, które są szyte z tkaniny we wzór zawsze dopasowuję przednie panele.


Karolina już dziś dostanie swój prezent pod choinkę, a ja tymczasem dzielnie szyję swój pomiędzy robieniem pozostałych prezentów, pakowaniem, sprzątaniem i gotowaniem :)




Radosnych i do następnego posta!

niedziela, 21 grudnia 2014

Outlanderomania - pełen kostium!

Z początku za zachętą Belli chciałam uszyć typowy francuski pierrot z drugiej połowy XVIIIw. Ale w międzyczasie obejrzałam "Outlandera". No i się zaczęło.
Plany zostały zmienione, szyłam pierrota, ale już w wersji bardziej mieszczańskiej, czy tez prawie low class. Zamiast zapięcia na szpilki - wiązanie i bawet.

Garść inspiracji:













Wszystko szyłam z tego, co akurat miałam pod ręką - ale już w drodze są bardziej "epokowe" i "klimatyczne" materiały :)




Co którzy mieli przyjemność uczestniczyć w Balu Królestwa Polskiego mogli już zobaczyć tę pelerynę :) Jest miltiepokowa. I za długa, muszę znaleźć chwilkę czasu, by ją ręcznie podszyć i skrócić o te 20-30cm.
















Bardzo przypadkowo:












Niepotrzebnie podłużyłam wykrój. Szyłam oczywiście mierząc wszystko na odpowiedniej bieliźnie, ale bez tych wszystkich spódnic, które podniosły nieco mój kuperek, dlatego tył nie układa się zbyt pięknie, a poza tym dorabiałam do wykroju na oko już na tkaninie te "skrzydełka" baskinki i wyszły nieco za mało rozłożyste.





Tę futerko-pelerynkę uszyłam jeszcze będąc w gimnazjum. Całkiem multiepokowe zważając na fakt, ze miała być współczesnym dodatkiem :D





Rzeczą, która przykuła moją uwagę był fakt, że Claire nie nosiła czepka. Wdowa, już na pewno po 23 roku życia (dokładnie nie pamiętam, ale na pewno rok starsza od Jamiego), a biegała bez czepka przy czym inne kobiety je miały. Taki zabieg filmowy, jak to? Główna bohaterka w okropnym babcinym czepku?
Ja jednak postanowiłam uszyć (ręcznie, wooooow) sobie taki czepek, ponieważ poprzedni zgubiłam i choć troszkę uchronić się przed wszami i brudzeniem włosów :D









Uśmiech szeroki, bo na ułamek sekundy przed zrobieniem tego zdjęcia machałam mojej małej sąsiadeczce (2-3latka?) zza płotu :D Ciekawe, jak zareaguje, gdy będą biegać po ogrodzie w krynolinie.






Pamiętacie kilt z poprzedniego posta? Postanowiłam użyć go tutaj jako narzutkę na ramiona :)




A tu już powoli zaczynam rozbieranie :D






Quilted petticoat - ściągana jest sznurkami po obu bokach. Służy mi jako pikowana spódnica na wiek XVIII, jak i na lata 1840 :)



Bananek, tudzież bum pad/roll. Tu akurat miałam wersję nr 2, która zachodzi również na biodra. Założyłam go na spódnicę, bo efekt, który dawał założony pod nią był iście... hm. Obszerny. Za obszerny na te czasy i tę pozycję społeczną (czyt. Claire nie miała takiego wielkiego kuperka) :)







Buty jakby trochę z innej epoki.




Tylne panele żakietu się trochę przekrzywiają i bynajmniej nie jest to wina złego skrojenia, a materiału, który nie jest rozciągliwy za to taki jakby luźny. Być może gdybym podkleiła go fizeliną zachowywałby się inaczej.









Spostrzegawczy zauważyli pewnie, że coś się zmieniło ;]

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...