czwartek, 20 lutego 2014

Od tego się zaczęło: gorsety. So it began: corsets.

OD RAZU PRZEPRASZAM ZA ZDJĘCIA, ALE POST JEST DODAWANY Z OPÓŹNIENIEM I NIESTETY NIE MOGĘ JUŻ PONOWNIE OBFOCIĆ TYCH SZKARAD. Na szczęście już część nie istnieje, a poza tym, dla mnie lepiej, że nie zobaczycie takiej katastrofy w lepszej jakości.


***


Jak już pisałam w pierwszym poście moja przygoda z szyciem i kostiumami zaczęła się o wiele wcześniej, niż idea tego bloga :D
Gdy byłam jeszcze w gimnazjum i kupiłam swój pierwszy gorset, obejrzałam "Księżną" i znałam już kilka innych kostiumowych pozycji strasznie to wszystko mnie urzekło. Zwyczajnie stwierdziłam patrząc na kupny uciskacz talii: przecież to można uszyć samemu!
No można, ale trzeba się na tym znać :D Mój pierwszy gorset, o ile pamiętam powstał z pociętego, kupnego gorsetu, a mianowicie użyłam z niego tylko plastikowych fiszbin, bo i po co w gorsecie busk...
Był katastrofą, biały, z prześcieradła, bez żadnego wzięcia w talii, pewnie nawet z jednego kawałka materiału, be wykroju, czy czegokolwiek. Został zniszczony, a resztki spalone u babci w piecu. Mam nadzieję.

Mniej więcej w tym samym czasie powstała krynolina. W sensie wszyte małe hula-hop w spódnicę/halkę z koła na wysokości kolan. A żeby to wszystko ładnie wyglądało to na dole doszyłam falbankę. Z prześcieradła. Do dziś gdzieś mam to hula-hop, a w zeszłym roku moja 11-letnia siostra miała tą "krynolinę" pod warstwami spódnic na Halloween. Biedna.


Ale co tam! Już się nauczyłam, że gorset nie może być z jednej części, ale z dwóch na każdy bok, żeby było wcięcie w talii i rozpinany z przody, aby go łatwiej zakładać!



I powstało to biedaczysko. Ta zielona warstwa wierzchnia jest nawet usztywniona fizeliną! A na te piękne haftki wydałam majątek... Niedługo poddam ten gorset procesowi recyklingu, bo szkoda, żeby fiszbiny i te haftki się w nim marnowały.


Nie aż tak źle, prawda? Janusz co prawda jest trochę za gruby na ta okropność wymiarów mnie w gimnazjum.




Piękne oczka, na które wydałam majątek. Bardzo równe. 
I to wykończenie, które wcale się nie strzępi :D


Zajrzyjmy do środka!


 

Trochę się popruło, ale tam! Nadal ma ładny kolor.



Zszycie paneli podszewki. Profesjonalizm pierwsza klasa B]



 I te piękne, duże haftki, na których jest nawet wygrawerowany ornament. Tylko one chyba tu są ładne.
No i kolor!






Jak widać nie miałam wtedy zielonego pojęcia o szwach, zszywaniu paneli, tunelach na fiszbiny, czy w ogóle o czymkolwiek. Ale ma ładny kolor przecież.


Następnie uszyłam waist corset belt, w sensie taki gorset tylko na talię, jak pasek :D Wyszedł nie najgorzej, a że ja w sumie w gorsetach na co dzień nie chodzę, to najzwyczajniej go sprzedałam.
Później powstał gorset z pięknego materiału we wzór jemioły. Wykrój na to cudo odrysowałam, przeniosłam, przerysowałam? ;o z innego grorsetu, który kupiłam w lumpie ;)
Wyszedł również dość znoście, zapinany był na haftki, Go również sprzedałam, dość niedawno.


I znowu koszmarek. Kompletnie nie robi talii. Ma tylko ładny kolor :D Z przodu ma płaską metalowa fiszbinę, a raczej coś z Kastoramy, Obi, Lerła Merlę, czy innego takiego. Reszta fiszbin jest plastikowa. Jak widać na początku miał być midbustem. Ale był trochę gównem, niestety, brzydko mówiąc ; < Więc Lina po prostu wycięła otworki na biust i myślała, że powstanie under. Niestety tak się nie stało.




Janusz znowu trochę za duży.



I nieszczęsny środek. Choć tunele na fiszbiny już lepsze. 

 Jednak dzięki temu, że wyciągnęłam z czeluści szafy te stare okropności widzę jakiś postęp. Teraz już umiem robić tunele na fiszbiny bez niepotrzebnego naszywania ich, umiem stworzyć wykrój gorsetu w zależności od tego, jaki kształt chcę uzyskać, wiem chować szwy, wykańczać lamówką, jak nabijać oczka, jakich materiałów najlepiej używać. Rzeczy, z których kiedyś byłam dumna, teraz przysparzają mi wstyd. Ale widać, że człowiek najbardziej uczy się na swoich własnych błędach :D





Tragiczne już w jakości zdjęcie. Nie wiem na ilu już serwerach było i ile osób coś w nim tam sobie przerobiło.
Ale to jestem ja i mój fioletowy gorset z buskiem i metalowymi fiszbinami.
Na ramionach pelerynka, którą sama szyłam.




Janusz, grubasie, gdzie Twoja talia?





Na mnie ta przerwa ma może z góra 5cm, nie 15...



Tu przyznać muszę, że z zewnątrz wygląda dość znośnie i starannie. Ale...




Tunele na fiszbiny jak zwykle nie dopracowane, podszewka tez nie wygląda oszałamiająco, ale jest niesamowicie gruba, mocna i co najważniejsze - nie rozciąga się w żadną stroję.
Temu gorsetowi brakuje waist tape i paneli na plecy oraz pod buskiem. Niestety troszkę zbyt mocno się rozchodzi, przez co widać, co mamy założone pod spodem.

Żałuję, że nie jest to midbust, a niestety tlyko over, bo byłby idealny pod wiktoriańskie stroje, zwłaszcza, że w oryginalnym wykroju był to właśnie taki over/mid z gores, czymi klinami na biuście.


Bodajże mniej więcej w tym samym czasie, co fioletowy zmniejszacz talii powstawał ten gorset:
Został wykończony tylko jakoś jesienią zeszłego roku.



Jest okropnie mały, więc nawet nie myślałam męczyć nim Janusza.

Potwornie ściska talię - taki był efekt zamierzony, a czarna ozdoba wokół talii ma ją jeszcze bardziej optycznie pomniejszyć. Jednak ciężko jest w nim wytrzymać, choć po jakichś 30 minutach już zaczynałam się przyzwyczajać. Dopóki nie musiałam się ruszyć :D
 Dziurki ma ręcznie obszywane. Teraz już również umiem robić to lepiej. Ma bardzo mocne i baaardzo grube plastikowe fiszbiny, a w talii posiada wszytą waist tape.







Gdzieś mniej więcej w tym momencie powstał gorset z 1780r.
O nim więcej tu.





Ostatnie dwa projekty powstały dość niedawno w bardzo szybkim tempie.



Tak, jest krzywo założony, plus moja uniesiona ręka jeszcze bardziej go przekrzywia.
Dodatkowo jest zasznurowany co 3 dziurkę, z pośpiechu, a więc nie ściska mnie i nie podkreśla mojej talii tak jak powinien.




Właśnie tu widać, ze jest niedosznurowany i odstaje.





Tak, to ten sam materiał, z którego powstał parę lat wcześniej bardzo podobny gorset. To wykonanie jest o niebo lepsze, a zamek błyskawiczny sprawdza się o wiele lepiej, niż haftki. No i nic spod spodu nie wystaje.



Bawełniana podszewka.





Tak leży na Januszu, jak zwykle niedosznurowany.




Kompletnie nie wiem czemu, ale ten wzór w jemiołkę tak mnie urzekł, że postanowiłam z resztek tego materiału uszyć pas do pończoch i mieć taki śliczny komplecik. Znając mnie i tak nie będę tego nigdzie nosiła, a pas mam już inny, więc pewnie jemiołkowy komplet wyląduje na allegro ;(






Miałam również w domu chustę w azteckie wzory. Według mnie azteckie :D I długo myślałam, co z nią zrobić. No to zrobiłam gorseciątko. Pewnie również pójdzie pod młotek, bo mimo mojego uwielbienia do gorsetów sama w nich nie chodzę ;o





Tak, to chemise a la reine, a na nią ubrany gorset :D
Przez bum roll gorset nabrał ciekawego kształtu.


A swoją drogą powolutku kompletując bieliznę pod suknię z okresu Tudorów zrobiłam nowy bum roll, który jest o wiele lepszy i pod suknie Tudorów, jak i pod chemise. Z nowymwałeczkiem chemise leży o wiele lepiej, niż z poprzednim, który niby był XVIII-wieczny ;o




Podszewka ta sama, co w jemiołce.




Wzór tkaniny. Jest to podobno 100% lnu.




Janusz jest gruby w talii przez co gorsety z tego kroju odstają mu na bioderkach i pod biustem.





Niepoprawne wiązanie co którąś-tam dziurkę. Za długo to trwa :D




Teraz czeka mnie gorset tudor-elżbietański.

A wszystko się zaczęło od uszycia niesamowicie szpetnego gorsetu z prześcieradła i niepozornego hula-hop. Innym razem o pseudo średniowiecznej sukni i krynolinie.


EDIT: Nie wierzę, że to opublikowałam. 

12 komentarzy:

  1. Wow. Nawet twoje pokraki z gimnazjum wyglądają lepiej niż jakiekolwiek moje próby w gorsetowym temacie! ;)
    Gorset z "jemiołką" świetny. Tylko to nie jemiołka, a holly, czyli ostrokrzew ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, rzeczywiście to ostrokrzew! :D Tak myślałam, że to nie jemioło, bo przecież wygląda inaczej, ale w gimnazjum nazwałam to uroczą jemiołką i tak zostało xD Ale na myśli chyba miałam ostrokrzew, bo faktycznie na lekcjach angielskiego w okresie świąt wszędzie się pojawiamy te motywy holly, zwłaszcza wianuszków na drzwiach :D No cóż, człowiek się uczy całe życie :D
      Co Ty gadasz! To są tak bezczelnie okropne twory, że aż wstyd, a z tego co widzę to Ty ładnie tworzysz ;)

      Usuń
  2. Jak to dobrze zobaczyć, że te umiejętności się nabywa, a nie rodzi z nimi :) Sama właśnie uszyłam 3 wersję (jedyną ukończoną) gorsetu 1880 i lamentuję jak krzywo wyglądają moje tunele na fiszbiny. Twój post podnosi mnie na duchu :D Może ja się tez kiedyś tego nauczę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że się nauczysz :D Zwłaszcza, że szyjesz tak piękne stroje, a dla mnie przy tym uszycie gorsetu to pestka ;o
      Ja chciałam tylko pokazać, ze przecież nikt nie rodzi się z talentem, do wszytskiego trzeba samemu dojść, czasem sie coś uda, a czasem nie ;D Najważniejsze, żeby dalej próbować ;)

      Usuń
  3. świetna na dodatek inspirująca notatka, aż chyba rozpruję swój pierwszy gorset z Burdy uszyty w szkole xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. A w jakim wieku zaczęłaś przygodę z szyciem gorsetów? Chciałabym spróbować sama uszyć, ale jestem kompletnym laikiem w szyciu. Jedyne co zrobiłam na maszynie to sakiewka (choć zawsze coś ;) ).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że koło 15 roku życia, ale to byłą naprawdę straszne koszmarki ;)

      Usuń
    2. O, ja mam akurat 14 :)
      Miałabyś jakieś rady na sam początek, dla takiej osoby jak ja?

      Usuń
    3. Tutaj jest post o podstawach w szyciu, kilka linków do tutoriali i porady: http://korsena.blogspot.com/2014/11/o-gorsetach-mowa-troche-podstaw-troche.html
      Planuję też jeszcze kilka postów o szyciu gorsetów, więc obserwuj ;)

      Usuń
    4. Dzięki. I będę, będę ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...