poniedziałek, 10 listopada 2014

O gorsetach mowa. Trochę podstaw, trochę teorii.

W DOBRZE DOBRANYM, SKROJONYM I USZYTYM GORSECIE NIE POJAWIAJĄ SIĘ PROBLEMY Z ODDYCHANIEM LUB INNY DYSKOMFORT.
Jest to największy mit, który nieustannie krąży wokół gorsetów.
Jeśli masz problemy z oddychaniem, źle się czujesz, gorset zbyt mocno ściska, lub gdzieś się wbija, lub uwiera - jest źle dobrany (kupny), lub uszyty/skrojony (jeśli same szyłyśmy).

Nie ma sensu miażdżyć sobie bioder, lub żeber - kości nie zredukujemy.
Jest to bardzo ważna kwestia, ponieważ pomiędzy kośćmi biodrowymi a ostatnim żebrem nie ma nic prócz narządów wewnętrznych i właśnie to miejsce jest najbardziej ściśliwe i zdolne do redukcji. Możemy odjąć sobie nawet i 15cm w tym miejscu i nie odczuwać dyskomfortu jeśli zostawimy odpowiednie miejsce na biodra i żebra.


Im więcej tkanki tłuszczowej - tym łatwiej o redukcję. Tak, to prawda, że tkanką tłuszczową z łatwością można manipulować, jednak jeśli ktoś jest bardziej kościsty, to łopatologicznie rzecz biorąc - nie ma czego ściskać, ponieważ tuż pod skórą są kości i narządy ;)


Gorsety należy też stopniowo przyzwyczajać do naszego ciała, nosić po kilka godzin dziennie i stopniowo wiązać się coraz mocniej. Tak jak z butami - musimy je rozchodzić ;)

Od siebie, bardzo subiektywnie dodam także, że osobiście nie odczuwam większej różnicy w użyciu solidnych plastikowych fiszbin oraz tych stalowych. Utarło się stwierdzenie, iż plastikowe fiszbiny nie są w stanie zagwarantować nam takiej redukcji i wytrzymałości, jak te metalowe. Zawdzięczamy je głownie dzięki chińskim gorsetom-tubom (gorset, w którym wszystkie panele są prostokątami, lub są zbliżone kształtem do prostokąta), w których właśnie używane są fiszbiny z plastiku. Ale jeśli gorset ma dobrze dopasowany wykrój to ja osobiście nie odczuwam większej różnicy podczas użytkowania. W większości moich gorsetów (nawet tych historycznych) użyłam fiszbin plastikowych.



Kilka bardzo ważnych kwestii związanych z szyciem gorsetu nie tylko historyczego:

1. Dokładne odrysowanie wykroju i wycięcie. O ile w spódnicy, czy staniku sukni te 2cm nie grają aż tak dużej roli, tak przy szyciu gorsetu jest to naprawdę ogromna różnica. Gorset może wyjść z jednej strony zbyt krótki/długi, lub z jednej strony redukować mniej, lub więcej i być po prostu krzywy.

2. Robienie mock-upu. Jeśli szyjesz swoje pierwsze gorsety zawsze rób wersję próbną, by nie zmarnować pięknego materiału, bo o ile busk i fiszbiny odzyskasz, tak materiał i oczka już niekoniecznie. Gdy w końcu uda Ci się stworzyć wykrój dopasowany do Twojej sylwetki wersje próbne nie będą już potrzebne. UWAGA: przy szyciu gorsetów historycznych ZAWSZE należy szyć wersję próbną, by ustalić miejsce, w którym ma być talią (kobiety dawniej różniły się nieco budową ciała, a poza tym gorset jest indywidualną częścią garderoby i każdy ma zupełnie inny typ sylwetki), jak ma być długi, szeroki oraz by dopasować go w biuście.

3. Panel na plecy - by nie było brzydkiej przerwy między sznurowaniem, gołego ciała, marszczącej się skóry i by nie podrażnić skóry pleców wiązaniem.





4. Underbusk/panel pod buskiem - dzięki niemu nie prześwituje nam bluzka, czy też goła skóra (choć nie powinno się nosić gorsetu na gołą skórę, ponieważ gorsetów nie powinno się prać, a poddawać jedynie ręcznemu czyszczeniu).








5. Waist tape - bardzo ważna część w gorsecie, umieszczona jest w strategicznym miejscu, które jest najbardziej narażone na pęknięcia szwów, czy rozciąganie materiału - talia. Właśnie dzięki umiejscowieniu nierozciągliwej taśmy w najwęższym miejscu naszego gorsetu unikniemy stopniowego rozciągania materiału o raz puszczania szwów.









6. Szwy - w gorsetach im więcej, tym lepiej. Wzmacniają cała konstrukcję. W gorsetach szytych przeze mnie w miejscu łączenia się paneli są aż 4 szwy, by wytrzymać napięcie.


7. Oczka - powinny być mocno nabite, a materiał rozpychany, nie wycinany (nie daj borze lesisty dziurkaczem!), ponieważ w trakcie używania mogą zacząć się pruć, siepać, wychodzić, a same oczka wypadać.

zródło: http://www.blog.czerwony-mlyn.pl



8. Busk/haftki - jestem zwolenniczką łatwych zapięć z przodu. Naprawdę ułatwia to samodzielne sznurowanie naszego gorsetu. Warto również wzmocnić busk/bryklę (w języku polskim istnieje odpowiednik angielskiego 'busk'), a zwłaszcza haftki.





9. Magiczne miejsce pozwalające na większą redukcję: jak wspomniałam już wcześniej nie ma sensu na siłę się ściskać w żebrach, skoro odrobinę niżej znajduje się miejsce, które pozwoli nam na zmniejszenie naszego obwodu bez bólu i płytkiego oddechu.


10. Dwie warstwy materiału: w zupełności starczą, ba! starczyłaby nawet jedna, lub wcale, ale na razie nie wydziwiajmy ;) (oczywiście istnieją gorsety szyte z jednej warstwy materiału, lub z samymi tunelami na fiszbiny, ale skupmy się na podstawach). Warstwa spodnia powinna być z mocnego materiału o gęstym, grubym splocie, nie powinna się rozciągać, preferowany jest drelich. Wierzchnia może być elastyczna, cienka, lub równie mocna, jak spodnia. Jeśli wybierzemy materiał o słabym splocie, lub mocno elastyczny warto go podkleić fizeliną.



Mamy za sobą już uproszczoną wersję teoretyczną, w której skupiłam się na głównych aspektach użytkowania i szycia gorsetu. Poniżej podam przydatne linki, tutoriale i tricki.

- jak wszyć busk: klik i klik
- jak zrobić underbusk/panel pod buskiem: video (polecam obejrzec inne filmiki Lucy) i tutorial (choć przyznam szczerze, że ja wykonuję to zupełnie inną metodą, ale o tym później)
- prosty wykrój na gorset typu underbust: klik - krok po kroku w języku polskim
- jak dodać waist tape/taśmę wzmacniającą w talii: klik  i video (choć ja również robię to inną metodą)


Mam nadzieję, że choć trochę to pomoże osobom początkującym i tym, które nie wiedzą, jak się zabrać do szycia gorsetu tego całkiem współczesnego, jak i tego historycznego ;)

9 komentarzy:

  1. Ehh, nie cierpię tego stereotypu że gorset ma boleć (i wyglądać jak tuba) - czasem trzeba się nieźle namęczyć i go zamówić/ uszyć samemu żeby pasował idealnie, ale za to efekt jest godny podziwu! Świetny post - podsumowanie wszystkiego co się na początku powinno wiedzieć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I że gorset to zbroja, uciemiężenie kobiet i w ogóle zuo całego świata, haha ;D
      Dzięki ;)

      Usuń
  2. Ja bym dodała, że dobrze dobrany WSPÓŁCZESNY gorset nie będzie niewygodny. Uszyłam ostatnio s-owaty z 1900r i po założeniu miałam wrażenie że przetnie mi kręgosłup. Niestety, tego dyskomfortu nie przeskoczę, chyba że poświęcę wygiętą sylwetkę, bo moje ciało po prostu nie jest przyzwyczajone do takiej pozycji. A cały sens szycia gorsetu zawierał się w potrzebie uzyskania sylwetki w kształcie litery "S" :D Czyli raczej jest to gorset skazany na bycie niewygodnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje ciało różni się od ciała kobiety sprzed 100 lat, ale to nie oznacza, że w gorsecie będzie Ci niewygodnie. Szycie gorsetów to jest zupełnie oddzielna dziedzina. Jeśli dobrze dobierzesz wykrój, a następnie dopasujesz go do swojego ciała, to jesteś w stanie uzyskać historyczną sylwetkę bez męczenia się ;) Każdy gorset, nie tylko współczesny może być wygodny. Nawet stays, nawet eSka, wiktoriański, czy współczesny redukujący o 20cm. Poza tym bardzo ważną kwestią jest przyzwyczajenie ciała do danego gorsetu, stopniowe mocniejsze wiązanie się itp.
      Post kierowany jest głownie do dziewczyn szyjących historycznie, bo niestety cała gorseciarska wiedza jest tak obszerna, że nie sposób być specem i w tym, i jeszcze 5 innych epokach, a do tego studiować prawo/medycynę i pracować, dlatego chciałam wyjaśnić niektóre ważne kwestie ;)
      Osiągnięcie pożądanego kształtu sylwetki wcale nie musi boleć ;)

      Usuń
    2. Och, ja wiem że gorset dobrze dopasowany jest wygodny. Z żadnym innym gorsetem nie mam problemu. Ta eSka też nie ciśnie w biodrach, żebrach itp. Po prostu zmusza mnie do takiego ułożenia kręgosłupa, które jest dla mnie, kobiety z XXI wieku (nauczonej chodzić z wyprostowanymi plecami na niezliczonych godzinach ćwiczeń korekcyjnych) jest nienaturalna i niewygodna. Mój po założeniu zmuszał mnie do stania tak: http://fashionthroughhistory.files.wordpress.com/2013/07/edwardian.jpg?w=256&h=350
      Dla kogoś kto nie nosi takiego gorsetu na co dzień i nie ma takiej wady postawy raczej nigdy nie będzie to wygodne.

      Usuń
    3. Hmm, z jednej strony to dobrze, że uzyskujesz tak epokową sylwetkę, no ale mimo wszystko nie powinno Cię to ani męczyć, ani boleć. Nie noś go za długo, bo możesz nabawić się jakichś wad ;)
      Gorsety są piękne i cudowne, ale nasze ciała jednak trochę ewoluowały i nie są przyzwyczajone do ich codziennego noszenia i jestem absolutną zwolenniczką tego, by nie męczyć się w gorsecie jeśli coś jest nie tak, bo bez sensu robić sobie krzywdę ;)

      Usuń
  3. Dla mnie szycie gorsetów to niestety czarna magia :D Ale ten, który zamówiłam jest bardzo wygodny i nawet, jak jestem nim mocno ściśnięta, mogę bez problemu oddychać i jeść :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie też denerwuje twierdzenie, że gorset to męczarnia.
    Swój pierwszy gorset robiłam na wymiar, słuchałam też rad gorseciarki i zgodnie z nimi zmieniłam "nieco" kształt mojego małego marzenia ;). Może i na samym początku miałam problem swobodnie w nim oddychać, ale dotyczyło to bardziej przyzwyczajenia się niż faktycznych problemów - przeszło po 3-4 założeniach [przy czym zaczynałam od 5 minut :P ]

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...