niedziela, 21 grudnia 2014

Outlanderomania - pełen kostium!

Z początku za zachętą Belli chciałam uszyć typowy francuski pierrot z drugiej połowy XVIIIw. Ale w międzyczasie obejrzałam "Outlandera". No i się zaczęło.
Plany zostały zmienione, szyłam pierrota, ale już w wersji bardziej mieszczańskiej, czy tez prawie low class. Zamiast zapięcia na szpilki - wiązanie i bawet.

Garść inspiracji:













Wszystko szyłam z tego, co akurat miałam pod ręką - ale już w drodze są bardziej "epokowe" i "klimatyczne" materiały :)




Co którzy mieli przyjemność uczestniczyć w Balu Królestwa Polskiego mogli już zobaczyć tę pelerynę :) Jest miltiepokowa. I za długa, muszę znaleźć chwilkę czasu, by ją ręcznie podszyć i skrócić o te 20-30cm.
















Bardzo przypadkowo:












Niepotrzebnie podłużyłam wykrój. Szyłam oczywiście mierząc wszystko na odpowiedniej bieliźnie, ale bez tych wszystkich spódnic, które podniosły nieco mój kuperek, dlatego tył nie układa się zbyt pięknie, a poza tym dorabiałam do wykroju na oko już na tkaninie te "skrzydełka" baskinki i wyszły nieco za mało rozłożyste.





Tę futerko-pelerynkę uszyłam jeszcze będąc w gimnazjum. Całkiem multiepokowe zważając na fakt, ze miała być współczesnym dodatkiem :D





Rzeczą, która przykuła moją uwagę był fakt, że Claire nie nosiła czepka. Wdowa, już na pewno po 23 roku życia (dokładnie nie pamiętam, ale na pewno rok starsza od Jamiego), a biegała bez czepka przy czym inne kobiety je miały. Taki zabieg filmowy, jak to? Główna bohaterka w okropnym babcinym czepku?
Ja jednak postanowiłam uszyć (ręcznie, wooooow) sobie taki czepek, ponieważ poprzedni zgubiłam i choć troszkę uchronić się przed wszami i brudzeniem włosów :D









Uśmiech szeroki, bo na ułamek sekundy przed zrobieniem tego zdjęcia machałam mojej małej sąsiadeczce (2-3latka?) zza płotu :D Ciekawe, jak zareaguje, gdy będą biegać po ogrodzie w krynolinie.






Pamiętacie kilt z poprzedniego posta? Postanowiłam użyć go tutaj jako narzutkę na ramiona :)




A tu już powoli zaczynam rozbieranie :D






Quilted petticoat - ściągana jest sznurkami po obu bokach. Służy mi jako pikowana spódnica na wiek XVIII, jak i na lata 1840 :)



Bananek, tudzież bum pad/roll. Tu akurat miałam wersję nr 2, która zachodzi również na biodra. Założyłam go na spódnicę, bo efekt, który dawał założony pod nią był iście... hm. Obszerny. Za obszerny na te czasy i tę pozycję społeczną (czyt. Claire nie miała takiego wielkiego kuperka) :)







Buty jakby trochę z innej epoki.




Tylne panele żakietu się trochę przekrzywiają i bynajmniej nie jest to wina złego skrojenia, a materiału, który nie jest rozciągliwy za to taki jakby luźny. Być może gdybym podkleiła go fizeliną zachowywałby się inaczej.









Spostrzegawczy zauważyli pewnie, że coś się zmieniło ;]

13 komentarzy:

  1. Jeeju jak mi się podoba materiał tego pierrota <3 Bardzo Clairowato, zwłaszcza w nowym kolorze :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No taki całkiem ładny, ale splot ma taki dziwny, nie jest luźny, a jednak jest :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczny ten żakiecik <3 To wiązanie jest super. W sumie od biedy można by coś podobnego nosić na co dzień :D Przynajmniej ja mam taki chytry plan na przyszłość. No i w czepeczku ci bardzo do twarzy! :O Nie myślałam, że to możliwe :D Generalnie zauważyłam u filmowców awersję do czepków u młodych mężatek. Matrony niech sobie noszą, ale główne bohaterki nie. I wreszcie mam okazję porządnie zobaczyć pelerynę, bo po balu nie kontaktowałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja mam też taki chytry plan, zwłaszcza, że podłużony wykrój z mniejszą baskinką idealnie na mnie pasuje w wersji współczesnej, a pięknie podkreśla talię, także polecam :D
      W ogóle bardzo często główne bohaterki są takie "upiększone", a postacie poboczne są do bólu historyczne, więc to pewnie w większości wina ekipy filmowców, a nie projektantów - kobieta w czepku nie sprzeda się tak dobrze, jak wyskakujące piersi z sukni ślubnej :p

      Usuń
    2. :D Kurczę, tylko coś czuję, że noszenie pierrota na co dzień bez staysów pod spodem wywołałoby u mnie poczucie winy po zobaczeniu się w lustrze :D "czo ten biuszt"

      Usuń
  4. Inny kolor włosów! I zupełnie inaczej wyglądsz. Zawsze podobało mi się to ułożenie części wykroju w osiemnastowiecznych strojach i u Ciebie bardzo fajnie to wyszło :) A tak w ogóle to jesteś mega szybka w szyciu :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, inny :D Za to wolna w publikowaniu postów :D Ostatnio szyję szybciej, niż piszę na blogu :o Co jest aż niewiarygodne.

      Usuń
  5. Tak, włosy bardziej ciemne. Ładnie w nich wyglądasz :) A strój bardzo fajny, dobrze czasem się zainspirować jakimś filmem. To daje mnóstwo frajdy takie szycie się na bohaterkę którą się lubi :) No i fakt- szybko Ci to idzie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Taaak, to prawda :D Uszycie kostiumu filmowego daje meeega dużo radości :D Czasem więcej, niż szycie jakiejś "zwykłej" historycznej kiecki :D

      Usuń
  6. Ale genialnie :O Naprawdę wyglądasz jak jedna z bohaterek tego serialu! Najbardziej podoba mi się chyba ta długa peleryna, sama marzę o takiej od dawna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pani Geilis jako mężatka też w zasadzie powinna nosić czepek. Mam wrażenie, że odsłonięta głowa ma sugerować albo dwudziestowieczną zagubioną w czasie "emancypantkę" albo kobiety z pretensjami do legitymowania się wysokim urodzeniem - lady McKenzie też nie nosi nakrycia głowy https://timeslipsblog.files.wordpress.com/2014/08/colum-after-his-shave.jpg

    OdpowiedzUsuń
  8. Peleryna jest przepiękna, a te zdjęcia z kapturem na głowie po prostu cudowne :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przepięknie w tym kostiumie! Naprawdę zniewalająco! Wyobrażam sobie, jak się trzeba namachać, żeby uszyć coś takiego. Sama mam pelerynę, ale to jedyny element "outlanderowego" stroju, jaki uszyłam. :D
    Ps. Mogłabym dowiedzieć się, gdzie można dorwać taki wykrój na żakiet/pierrot?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...